środa, 11 stycznia 2017

Poprawczak 7

Po naszej jakże interesującej rozmowie z Sasuke.
Każdy musiał rozejść się do swoich pokoi.
To będzie trudna noc.
Noc pełna wspomnień.
Smutnych i strasznych historii.
Noc koszmarów.



Miałam dość.
Czego ?
Wszystkiego.
Jestem tu od jakiegoś czasu a już mam dość.
Nie żebym myślała,że tu będzie jak w niebie lub chociażby w SPA.
O to to nie,aż taka głupia nie jestem.
Nie jest tu źle,bywałam w gorszych miejscach.
Stołówka jak w szkole,pokoje zwykłe normalne ..nie to co mnie czeka w więziennej celi.
To znaczy jak mnie do niej wsadzą,bo tak łatwo to ja się nie dam.
Ucieknę,daję słowo.
Minie trochę czasu a już mnie tu nie będzie.

Spało mi się strasznie.
Budziłam się raptem co godzinę zalana potem lub ze łzami w oczach.
Znów poczułam się jak mała zagubiona dziewczynka.
Do cholery,nienawidziłam się tak czuć.
Pierdolę to.

Wstając podburzona jak dzika kotka,modliłam się duchu,aby znów nie wpaść na Sasuke.
Jeszcze tego mi brakowało,ale o dziwo nie było go.
Westchnęłam i rozbierając się weszłam pod prysznic.
Chłodna woda zaczęła się lać,a moje ciało zaczęło się relaksować.
Po jakiś 10 minutach wyszłam ubrana w krótkie spodenki i bokserkę.
Skierowałam się na salę.
Trzeba trochę poćwiczyć.

Szłam długim korytarzem,aż skręciłam w prawo.
Na sali było parę osób.
Ciulowo,myślałam,że będę sama.
Zobaczyłam dziewczyny i chłopaków…był nawet Sasuke.
Dziewczyny biegały na bieżni lub jeździły na rowerkach zaś chłopcy albo się podciągali albo podnosili kilogramy.
I Karin ze swoimi pomagierami.
Chociaż nie wiem po co ona tam chodzi,żeby złamać sobie tipsa.

Usiadłam na ławeczce,do ręki wzięłam bandaże,którymi związałam stopy i dłonie.
Włosy związałam w koczka.
I ruszyłam.
Stanęłam obok worka,obok stał Sasuke i również boksował.
Widziałam jak mnie zobaczył lekko się uśmiechnął.
Znaczy kącik jego warg lekko uniósł się do góry..ale u niego to uśmiech.

Stanęłam w pozycji i się zaczęło.
Cios za ciosem.
Kopniak za kopniakiem.
Nie lubiłam tylko stać i walić.
Dla mnie to było jak taniec.
Kopniak z pół obrotu.
Coś co mnie pochłaniało.
Cios,cios i unik.
Coś co sprawiało,że czułam się wolna.
Salto z wyopem.
Coś co dawało mi siłę.
Cios za ciosem.
Psychiczną i fizyczną.
Wtedy nie myślałam o niczym.
Wtedy byłam sobą.

Musiałam się wyżyć.
Cała zła energia,która się we mnie zebrała chciała ulecieć.
Chciała? Oj nie.Ona musiała ulecieć.
Bo wiedziałabym jakby się to skończyło.
Po jakiejś godzinie poszłam się trochę po podciągać.
Akurat jeden drążek się zwolnił.
Widziałam wzorki męskiej płci.
Podciągnęłam się raz coś strzeliło.
Drugi – znowu.
Poczułam ból w prawym barku dobrze,że trzymałam się lewą ręką,bo grzmotnęłabym na podłogę.
Niech to szlak.
Czułam tą wystającą kość, widziałam ,że inni też ją widzą.
Szybko z grymasem na twarzy ruszyłam do wyjścia.
Po niespełna dwóch minutach byłam w pokoju,szybko pobiegłam do łazienki.
Spojrzałam w lustro,wyglądało to gorzej niż poprzednim razem.
Te problemy z barkiem i kostkami kiedyś mnie zamęczą.
Uderzyłam pięścią w lustro tak,że posypało się na podłogę na milion małych odłamków.
-Cholera-zaklęłam.
Z ręki leciałam krew,a parę małych odłamków było wbitę w dłoń.
Usłyszałam jak drugie drzwi się otwierają.
-O nie – pomyślałam.
Do łazienki wszedł Sasuke,gdy zobaczył mnie,lustro a raczej to co z niego zostało i wszystko inne milcząc wziął apteczkę i podszedł do mnie.
Zaczął oczyszczać mi dłoń z odłamków szkła,a ja stała zaszokowana.
Ani ja ani on się nie odezwał.
Syknęłam z bólu,zabolało.
-Nie wierć się – usłyszałam jego głos,ale nie był chłodny,zimny czy nie miły,był po prostu skupiony.
Gdy rana była oczyszczona ze szkła przemył ją wodą utlenioną a następnie nakładając grubą warstwę maści,zawiązał mi dłoń.
-Teraz daj bark -powiedział
Odwróciłam się,zaczął go oglądać,dotykać.
Syknęłam.
-Ściągnij bluzkę – usłyszałam
Chyba się przesłyszałam.
-Muszę go nastawić.
Czułam się jak mała dziewczynka,która słucha się starszego brata,ale mus to mus.
Posłusznie ściągnęłam bluzkę.
-Zaciśnij zęby – usłyszałam -Liczę do trzech. Raz..usłyszałam trzask.
Wrzasnęłam.
-A gdzie do cholery dwa i trzy – wysapałam
-Dwa i trzy – dokończył.
Jezu jak to cholernie bolało.
Czułam każdą kość pod skórą a każdy mój mięsień pulsował z bólu.
Poczułam jego ciepłe ręce na swojej skórze.
Wsmarowywał mi właśnie jakąś maść przeciwbólową po czym zawinął bark.
Na koniec dostałam jeszcze dwie tabletki przeciwbólowe,które połknęłam jak cukierki.
-Lepiej się połóż, do obiadu jeszcze prawie 4 godziny – powiedział gdy zaczął wszystko sprzątać.
-Sasuke ?
-Hmm?
-Dziękuję – powiedziałam uśmiechając się blado.
On jedynie się uśmiechnął.
Może nie jest taki zły.
Chwiejnym krokiem podeszłam do łóżka.
Z bólu ledwo funkcjonowałam.
Niespełna po 20 minutach tabletki zaczęły działać,ból powoli odchodził.
A mi było lżej.
To dzięki Sasuke,inaczej chyba umarłabym z bólu.
Nie lubiłam jak ktoś mi pomagał.



Ale wiem,że od czasu do czasu trzeba przyjąć pomoc od innych.
Bo przez życie wiecznie nie można iść samemu.
Zawsze znajdą się osoby,które Ci pomogą.
Teraz był to Sasuke.

________________________________________________________________________
Coś nabazgroliłam,nie wiem co,ale coś jest.
Tę notkę miała napisać Misaki,gdyż to jej kolej,ale jak widzę coś jej nie piszę xD
Także zmotywowałam się i coś napisałam.
Do następnej :*
Wasza SweetAngel :*********

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz